fstab (od filesystem table) to plik konfiguracyjny /etc/fstab, w którym Linux trzyma listę systemów plików montowanych automatycznie przy starcie. Mówisz w nim systemowi: ten dysk, ta partycja albo ten zasób sieciowy ma się znaleźć w tym katalogu, z takim typem i takimi opcjami. Dzięki temu nie musisz po każdym reboocie ręcznie wklepywać mount — kernel i systemd robią to za Ciebie.
Każdy wpis to jedna linia z sześcioma polami oddzielonymi spacją lub tabem. Po kolei: urządzenie (np. /dev/sda1, a lepiej UUID=... albo LABEL=...), punkt montowania (np. /mnt/dane), typ systemu plików (ext4, xfs, btrfs, vfat, nfs), opcje (defaults, ro, noatime, nofail), dump (prawie zawsze 0, relikt po starym narzędziu backupu) oraz pass — kolejność sprawdzania przez fsck przy starcie: 1 dla roota, 2 dla reszty, 0 = pomijaj.
Przykład z życia
Dokładasz drugi dysk i chcesz go montować pod /mnt/dane. Najpierw bierzesz jego identyfikator: blkid /dev/sdb1. Potem dopisujesz do /etc/fstab linię w stylu UUID=1234-abcd /mnt/dane ext4 defaults,nofail 0 2. Zamiast od razu restartować maszynę, testujesz na żywo: mount -a montuje wszystko z fstab i od razu wypluje błąd, jeśli coś jest nie tak. Na nowszych systemach z systemd warto jeszcze odświeżyć stan: systemctl daemon-reload.
Częste wpadki
Klasyk: literówka w fstab i serwer nie wstaje, bo zatrzymuje się w trybie awaryjnym czekając na dysk, którego nie ma. Dlatego do dysków, bez których system ma wstać mimo wszystko, dodawaj opcję nofail. Druga sprawa: nie używaj /dev/sdX w produkcji — te nazwy potrafią się zmieniać między bootami, gdy podepniesz inny dysk. Trzymaj się UUID albo LABEL. I zawsze rób mount -a przed rebootem — to dziesięć sekund, które ratuje przed długą sesją z konsolą ratunkową.
Pojęcia powiązane: mount i umount, UUID, fsck, systemd (jednostki .mount), blkid i lsblk, punkt montowania, swap oraz /etc/mtab pokazujący to, co jest faktycznie zamontowane teraz.